poniedziałek, 28 października 2013

Z metaliczno zielonym akcentem ...


Dziś połączenie granatowej szarości z ametystową zielenią.


Essie, Bobbing for Baubles z zimowej kolekcji 2011 to głęboka, granatowa szarość lub szary granat, delikatnie momentami trącający o wypłowiałą czerń. Trudno się zdecydować, bo to odcień bardzo nietypowy i trudno mu znaleźć jakikolwiek jego odpowiednik. Kolor jednak sam w sobie niezwykle elegancki, klasyczny i właściwie pasujący do wszystkiego.  
Mocno kremowa formuła i silna pigmentacja robią z niego typowego jednowarstwowca, jednak ja – jak zwykle -nie oparłam się dwóm cienkim. Bardzo szybko wysycha, pięknie błyszczy i jest ideałem przy zmywaniu. Nie rozmazuje się, nie brudzi skórek i nie odbarwia płytki, co przy tego typu ciemnych lakierach wcale nie jest takie oczywiste. 
Jeśli zależy Wam na tym, by mani w krótkim czasie wyglądało elegancko i nietuzinkowo, to nie ma chyba lepszego kandydata. 
Polubiłam się z nim na dobre, zwłaszcza, że to niesamowicie wdzięczny kolor,  także do wszelkiego rodzaju duetów.
Dlatego tym razem dołożyłam do niego odrobinę turkusowej zieleni, z którą moim zdaniem tworzą udaną parę. 

Essie, Trophy Wife z kolekcji Dive Bar – Holiday 2011 to piękny, ciemny turkus z domieszką zielonych tonów o metalicznym wykończeniu. Przypomina morską toń. Pięknie prezentuje się na paznokciach, nie jest nachalny, ale przykuwa uwagę. 
Całkiem dobra pigmentacja i konsystencja sprawiają, że do pełnego krycia potrzebujemy standardowych dwóch warstw. Szybko wysycha, bezproblemowo się zmywa, a widoczne pociągnięcia pędzlem przy tym wykończeniu są niezwykle subtelne
Zdaję sobie sprawę, że ten odrobinę ekstrawagancki odcień nie wszystkim przypadnie do gustu, ja jednak zdecydowanie zaliczam się do jego fanek. 
Tym bardziej, że sprawdza się on zarówno w wersji solo, ale także jako wierzchnia warstwa na inny kolor. Można w ten sposób bawić się jego nasyceniem i uzyskać fajne efekty. 
Być może uda Wam się na zdjęciach zauważyć tę delikatną różnicę w odcieniu między serdecznym palcem, którego pokryłam dwukrotnie tylko Essie, Trophy Wife a środkowym, na którym najpierw znalazł się Essie, Bobbing for Baubles, a dopiero później warstwa metalicznej zieleni. 



















Jak zwykle ciekawa jestem Waszej opinii. Koniecznie napiszcie jak Wam się widzi taki duecik.
 
 
 

8 komentarzy:

  1. Bobbing For Baubles uwilebiam :) Natomiast jakoś nigdy nie miałam ochoty na Trophy Wife i chyba już tak zostanie, chociaż ja lubię metaliczne odcienie :) A duecik bardzo Ci pasuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Ja też niedawno nie spojrzałabym na TW, a teraz mnie wzięło na takie zielenie :)

      Usuń
  2. Bardzo ładne połączenie :) O dziwo Trophy Wife w tym zestawieniu nawet mi się podoba. Wydaje mi się, że nałożenie go na BFB mogło dodać mu odrobinke głębi, ale chyba nie jest to aż tak mocno widoczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnica jest naprawdę subtelna, ale osobiście wolę go chyba bardziej na BFB i jako dodatek do całego mani :)
      Ma jednak swój urok, którego do tej pory nie byłam w stanie docenić :)
      Teraz się to zmieniło, stąd dzisiejsze fotki ;)

      Usuń
  3. Piękne zestawienie!!! Trophy Wife akurat posiadam i bardzo lubię. BFB nie mam ale może to się kiedyś zmieni. Cudnie, Cudnie.... a teraz idę odpoczywać, bo szkolenie mnie wykończyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      BFB polecam bardzo, kolor jedyny w swoim rodzaju i bardzo uniwersalny :)) użytkowo tez ideał :))

      Usuń
  4. Trophy Wife jest ładniejszy niż myślałam, ale i tak jesień to dla mnie nie sezon na takie kolory. Może kropki z BFB by go trochę złagodziły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ... kiedyś spróbuję go wykropkować :))

      Usuń